Debiutancki singiel Oliwii Janusz to bezpośrednia wiadomość do nowej dziewczyny byłego chłopaka. Bez lukru, bez udawania i przede wszystkim bez zamiatania emocji pod dywan. Oliwia mówi wprost: uważaj, bo ten czar już znam. I wiem, jak to się kończy.
„Unikat” zaczyna się jak ostrzeżenie, ale szybko okazuje się czymś znacznie bardziej osobistym. Za pozorną pewnością siebie kryje się historia relacji, która zostawiła po sobie ślad. Jest w niej złość, rozczarowanie, ból i ten trudny moment, kiedy człowiek niby już wie, że powinien odpuścić, ale emocje mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
Pierwotny tytuł utworu „Do Nowej” nie pozostawiał zbyt wiele miejsca na domysły. Oliwia zwraca się do dziewczyny, która pojawiła się po niej, i przestrzega ją przed fałszywym urokiem swojego byłego. Skoro jedna osoba już się sparzyła, może warto ostrzec kolejną? „Unikat” jest więc trochę przestrogą, trochę wyrzutem, a trochę próbą powiedzenia ostatniego słowa. Bo czasem najlepszym sposobem na zamknięcie rozdziału jest opowiedzenie o nim głośniej, niż wypada.
Muzycznie Oliwia również nie zamierza zachowywać się grzecznie. „Unikat” od pierwszych sekund buduje napięcie za pomocą charakterystycznego arpeggio, a następnie rozwija się w pełną zwrotów akcji, syntezatorową opowieść. Produkcja nie stoi w miejscu – zmienia tempo emocji, prowadzi słuchacza przez kolejne napięcia i konsekwentnie zmierza do refrenu, który jest najmocniejszym punktem utworu. Mocna linia melodyczna, wyrazista elektronika i ciekawe podziały rytmiczne tworzą brzmienie, które trudno pomylić z przypadkowym debiutem.
I właśnie o to chodzi w Oliwii Janusz. To nie jest dziewczyna, która dopiero szuka swojego brzmienia. Ona już wie, czego chce.
Oliwia Janusz, czyli Oliwia Januszewska, pochodzi z Kołobrzegu i śpiewa od piątego roku życia. „Oliwia Janusz” to pseudonim, którym wołali na nią bliscy od dziecka – pochodzi oczywiście od nazwiska, ale pasuje do niej również charakterem. Bo jeśli wierzyć znajomym, Oliwia to przede wszystkim dobry kumpel: konkretna, temperamentna i daleka od przesadnego dystansu.
Jej pierwszym muzycznym przystankiem był Klub Wojskowy. Tam zaczynała szlifować wokalny warsztat, by później występować między innymi w konkursach piosenki żołnierskiej. Brzmi niepozornie? Tymczasem właśnie tam zaczęła się droga, która doprowadziła ją do autorskiej muzyki.
Przez lata mieszkała w Poznaniu i to właśnie tam odkryła, że samo śpiewanie już jej nie wystarcza. Chciała mówić własnym głosem i własnymi słowami. Jej piosenki wyrastają z doświadczeń, relacji i emocji. Miłość, tęsknota, rozczarowania, nadzieja – wszystko, co zostaje po relacjach, kiedy opadają pierwsze emocje, może stać się materiałem na kolejny numer.
Jak sama mówi: pasja i ból smakują bardzo podobnie – oba zostawiają po sobie ślad, który później zamienia się w piosenki.
Dziś Oliwia mieszka w Warszawie i rozwija własną artystyczną drogę. Co ważne, nie ogranicza się do roli wokalistki – sama produkuje swoje utwory, dzięki czemu ma pełną kontrolę nad ich brzmieniem. Jej muzyka łączy syntezatory z klasycznymi instrumentami, elektronikę z nieoczywistymi rytmami i przede wszystkim emocję z konkretnym pomysłem na produkcję.
„Unikat” to dopiero początek. Ale jeśli debiutantka już na wejściu potrafi powiedzieć byłemu „znam twój numer” i przy okazji ostrzec jego następczynię, trudno nie być ciekawym, co powie dalej.
Jedno jest pewne: Oliwia Janusz nie przyszła do muzyki po to, żeby stać grzecznie w kolejce.





