Sobotni wieczór w Parku Feliksa nie zwalniał tempa. Na scenie pojawił się Blacha 2115 i szybko znalazł wspólny język z nowotomyską publicznością. Były dobrze znane numery, mocne basy, telefony w górze i refreny, przy których artysta momentami mógł spokojnie oddać mikrofon publiczności.
Blacha 2115 to postać, której fanom współczesnego polskiego rapu przedstawiać raczej nie trzeba. Patryk Stefański, bo tak naprawdę nazywa się artysta, od lat związany jest z ekipą 2115 i konsekwentnie buduje również własną pozycję na scenie.
W Nowym Tomyślu pokazał przede wszystkim koncertową stronę swojej twórczości – bez zbędnych przestojów, za to z dużą dawką energii i stałym kontaktem z ludźmi pod sceną.
Blacha 2115. Polski rap z berlińskim śladem
W muzycznej historii Blachy ciekawy jest berliński rozdział jego życia. Artysta wychowywał się w stolicy Niemiec, a tamtejsza scena hip-hopowa miała wpływ na jego późniejsze muzyczne inspiracje.
Pierwsze nagrania publikował już jako bardzo młody wykonawca. Z czasem jego twórczość zaczęła docierać do coraz większej publiczności, a Blacha stał się jednym z rozpoznawalnych przedstawicieli pokolenia polskich raperów, które swoją pozycję budowało równolegle na YouTube, w streamingu i podczas koncertów.
I właśnie internetowe liczby Blachy potrafią robić wrażenie.
Utwory takie jak „Casablanca”, „Mademoiselle”, „Braciszku”, „Bonnie & Clyde” czy „Jolie Jolie” zgromadziły wielomilionowe odtworzenia. To repertuar, który przez lata zdążył znaleźć własną publiczność.
W Parku Feliksa było to słychać bez zaglądania do statystyk.
2115 – marka, którą zna młoda publiczność
Osobnym rozdziałem pozostaje oczywiście 2115.
Ekipa skupiona wokół Bedoesa 2115 stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek współczesnego polskiego rapu. Blacha jest z nią związany od lat, ale równolegle konsekwentnie rozwija własny muzyczny charakter.
Jego utwory często wychodzą poza klasycznie rozumiany rap. Jest sporo melodii, przebojowych refrenów i brzmień, które dobrze sprawdzają się również przed szeroką festiwalową czy plenerową publicznością.
A Jarmark Chmielo-Wikliniarski jest przecież wydarzeniem, na którym pod jedną sceną spotykają się bardzo różne pokolenia i muzyczne gusta.
Blacha nie musiał długo przekonywać Nowego Tomyśla
W sobotę najważniejsza była jednak scena.
Blacha 2115 szybko złapał kontakt z publicznością. Kolejne utwory spotykały się z reakcją fanów, telefony regularnie pojawiały się nad głowami, a znajomość tekstów pokazywała, że pod sceną nie znaleźli się wyłącznie przypadkowi uczestnicy Jarmarku.
Było energetycznie, momentami bardzo głośno, ale też bez niepotrzebnego dystansu pomiędzy sceną a publicznością.
Blacha robił swoje, a Nowy Tomyśl odpowiadał.
I chyba właśnie tak najprościej można podsumować ten występ.
A przecież chwilę wcześniej był Skolim…
Jest jeszcze jeden szczegół, który dobrze pokazuje, jak mocny był koncert Blachy.
Wyszedł na scenę bezpośrednio po Skolimie.
Chwilę wcześniej Park Feliksa przeżywał długo wyczekiwany występ Króla Latino. Po pogodowych komplikacjach Skolim razem z Luxonem dotarł do Nowego Tomyśla śmigłowcem, a jego pojawieniu się towarzyszyło głośne skandowanie publiczności.
Po takim koncercie można było spodziewać się jednego: część ludzi ruszy do wyjścia, zrobi się luźniej, a emocje zaczną powoli opadać.
Tyle że niewiele na to wskazywało.
Tłum pod sceną wcale wyraźnie nie zmalał.
Zmienił się artysta i muzyczny klimat, ale zabawa trwała dalej. Z tanecznego świata Króla Latino Park Feliksa przeszedł prosto w brzmienia Blachy 2115.
To chyba najlepszy komplement dla artysty występującego bezpośrednio po jednej z najbardziej wyczekiwanych gwiazd całego Jarmarku.
Skolim zszedł ze sceny, Blacha 2115 wszedł na nią chwilę później, a Nowy Tomyśl… po prostu został.
I nawet wtedy nie był to jeszcze koniec sobotniej nocy. Po koncertach stery przejęli DJ-e, a Park Feliksa bawił się dalej.













