Mocne gitary, charakterystyczny humor, świetny kontakt z publicznością i sekcja dęta, która dodawała temu koncertowi wyjątkowego kolorytu. Łydka Grubasa wystąpiła w piątek, 4 września, podczas Jarmarku Chmielo-Wikliniarskiego 2026 w Nowym Tomyślu. Deszcz wprowadził do wieczoru kilka nieplanowanych punktów programu, ale gdy muzycy pojawili się na scenie, najważniejsza była już muzyka.

Pogoda od początku próbowała napisać dla organizatorów i publiczności własny scenariusz. Opady deszczu spowodowały utrudnienia w Parku Feliksa i na chwilę postawiły znak zapytania nad tym, jak będzie wyglądał dalszy ciąg wieczoru. Miłośników mocniejszego grania jednak nie zabrakło.

I dobrze, bo kiedy na scenę wyszła Łydka Grubasa, zrobiło się zdecydowanie goręcej.

Łydka Grubasa bez zbędnego dystansu

Koncert rozpoczął się od solidnej dawki energii. Mocne gitarowe brzmienie, charakterystyczne teksty i sceniczny humor zespołu szybko znalazły odpowiedź po drugiej stronie barierek. Relacje z koncertu również podkreślają dużą energię występu.

Bartosz „Hipis” Krusznicki od początku łapał kontakt z publicznością. Nie było wielkiego dystansu między sceną a ludźmi – były za to żarty, reakcje na to, co działo się pod sceną, i przede wszystkim dużo muzycznej energii.

Deszcz mógł namieszać w jarmarkowym harmonogramie, ale nie był w stanie odebrać temu koncertowi charakteru.

Dęciaki, które trudno było przeoczyć

Jednym z najmocniejszych punktów występu była bez wątpienia sekcja dęta. Trąbka, saksofon i puzon świetnie współgrały z gitarowym ciężarem Łydki Grubasa, dodając poszczególnym utworom zupełnie innego koloru.

Momentami można było odnieść wrażenie, że dęciaki prowadzą z gitarami własny muzyczny dialog. I właśnie to połączenie sprawiało, że koncert nie był jedynie kolejnym mocnym rockowym występem.

Było ciężko, było melodyjnie, chwilami przewrotnie, a przede wszystkim bardzo koncertowo.

Pogoda swoje, Łydka swoje

Piątkowy wieczór w Nowym Tomyślu pokazał też coś, czego nie da się zapisać w żadnym festiwalowym harmonogramie. Koncertowa atmosfera często zaczyna się właśnie wtedy, gdy coś nie idzie zgodnie z planem.

Deszcz wprowadził nieplanowane utrudnienia, publiczność musiała uzbroić się w cierpliwość, ale ostatecznie Park Feliksa dostał koncert pełen energii.

Łydka Grubasa zrobiła swoje – było głośno, z humorem, bez nadęcia i z bardzo dobrym kontaktem z publicznością. A czarująca sekcja dęta dołożyła do tego brzmienie, które jeszcze długo po zejściu zespołu ze sceny mogło zostać w głowie.

Po Łydce Grubasa scenę przejęli Robert Gawliński i Wilki, ale temu koncertowi poświęcimy osobną relację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *