„barszcz z uszkami” to druga z dwunastu muzycznych potraw julii albo alicji. To jedna z najtrudniejszych opowieści nadchodzącego albumu „12” – mroczna, pozbawiona wstrzemięźliwości w środkach wyrazu i nieunikająca mocnego, niewygodnego przesłania. Utwór balansuje między formą mówioną, śpiewaną, a miejscami krzyczaną.
Warstwa instrumentalna opiera się na gitarze elektroakustycznej nagranej samodzielnie przez artystkę. Obok niej wybrzmiewają wyraźne partie smyczkowe – rozstrojone, „płaczliwe” skrzypce oraz lamentująca tagelharpa w duecie z prawie 100-letnią mandoliną – a także uderzenia perkusyjne i akcenty klawiszowe. Wszystkie partie, zarówno instrumentalne, jak i wokalne, zostały nagrane przez julię albo alicję – częściowo w domu, częściowo podczas lekcji produkcji muzycznej. Finalną produkcją i miksem zajął się jej nauczyciel i właściciel powyższych niecodziennych instrumentów – Marek Truszkowski (Fusjoner).
To piosenka zakorzeniona w alternatywnym sposobie opowiadania i myślenia o muzyce, z pewnością nie jest typowa dla gatunku utworów kojarzonych ze „świątecznością”. Otwierająca fraza: „masz w sobie tyle słów, ale nie możesz ich wykrzyczeć, bo zakłócą ciszę” staje się kluczem interpretacyjnym. Utwór można odczytywać jako próbę przekroczenia ciszy, opuszczenia własnej strefy komfortu i zdobycia się na rozmowę o tematach, które budzą opór. Słuchaniu towarzyszy lekki dyskomfort i chwile powagi, przełamywane dosadnie przez elementy groteski.
Refren „gotuję barszcz z uszkami, odcinam dostęp do wnętrza” można interpretować jako proces „wygotowywania” bolesnych słów i krzywdzących myśli, które kiedyś dostały się do środka i do dziś tam zalegają. To opowieść o niedopasowaniu – społecznym i rodzinnym – o braku akceptacji i lęku przed wypowiedzeniem tego, co naprawdę się czuje, mimo natłoku emocji i myśli. Forma utworu świadomie wspiera przekaz: to jednocześnie zabawa konstrukcją i próba dotarcia do słuchacza, który słucha wszystkiego, lecz nie zawsze słyszy. To także gest wobec osób funkcjonujących w utartych schematach i sztywnych poglądach – próba wytrącenia ich z samoczynnego toru myślenia i poczucia komfortu.
Symbolika barszczu – czerwonego płynu – przywołuje skojarzenia z krwią, a zestawienie go z gotowaniem „uszek”, kojarzących się z uszami, może prowadzić do coraz mroczniejszych obrazów. Ten element świadomie buduje atmosferę grozy w utworze.
Fraza „Możesz usiąść ze mną przy stole, ja cię nie wygonię” pełni funkcję wyciągniętej dłoni i zaproszenia – zwłaszcza wobec osób, które nie czują się chciane ani rozumiane, a w okresie świątecznym szczególnie odczuwają samotność. To sygnał, że przy tym muzycznym stole jest miejsce dla każdego, choć obecność przy nim może wymagać otwartości, emocjonalnego zaangażowania i gotowości do uważnego słuchania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *